Co mają wspólnego Iran, Libia, Wenezuela?

Stany Zjednoczone przyznają się, że polubiły Libię, za to jeszcze bardziej nie lubią Wenezueli. Burmistrz Londynu uwielbia prezydenta Chaveza. Ten robi się bardziej nieznośny niż był uprzednio. A my nie piszemy o ropie naftowej.

Iran dostanie F16? (http://www.globalaircraft.org/photos/planephotos/f-16-11.jpg)

Stało się. Kadafi nie jest już sponsorem terroryzmu. Przywódca Libii może zapomnieć o tym, że wydał rozkaz ataku na żołnierzy USA w Niemczech i wysadził nad Lockerbie boeinga 747. Autokrata także jest wspaniałomyślny. Wybaczył dwukrotne bombardowania swojego kraju, śmierć adoptowanej córki podczas amerykańskiego nalotu na Trypolis w 1986 roku. Jak tu nie wierzyć w cudowną moc polityki?

Śmiała decyzja administracji amerykańskiej drastycznie osłabiła oś zła. Przez chwilę wydawało się, że ubędzie wrogów wolności i demokracji. Niemniej George W. Bush stanął na wysokości zadania i wskazał na nowe zagrożenie dla Ameryki. Otóż lewacki Chavez, panujący nad Wenezuelą, nie chce przystąpić do wojny z terroryzmem. Bezczelnie drażni sąsiada z północy, kpi z koncernów naftowych, obraża premiera Wielkiej Brytanii i prezydenta Stanów Zjednocznych. Zasługuje watażka z Wenezueli na nauczkę? A jakże! Zasługuje i dostał. Pierwszą karą jest pozbawienie Wenezueli szans na kupno uzbrojnia USA.

To wszystko nie byłoby czymś bardzo zaskakującym, gdyby nie puenta. Jeden z generałów Chaveza oznajmił publicznie, że skoro Amerykanie nie chcą dostarczać części do F-16, które Wenezuela zakupiła w USA, to w sumie samolotów można się pozbyć. Jak? Chociażby sprzedając je do… Iranu.

Kraje, które posiadają duże złoża ropy naftowej wytłuściły się. To przypadek. Jak i te w polityce.

Wrzuć w Gwar
Dodaj komentarz | Zostaw ślad